16.1.15

Rapunzel i nie tylko

Księżniczka z włosami prawie tak długimi jak te Roszpunki i prawie na wieży

Hania jest wielką fanką dwóch filmów: Krainy Lodu (a kto nie jest??!) i Roszpunki. Może je oglądać na okrągło.
To trochę tłumaczy niecierpliwość odnośnie włosów, które są coraz dłuższe, jednak wciąż za krótkie :)
A ja myślę sobie, że o tyle przyjemniej ogląda mi się filmy dziewczyńskie niż te dla chłopców. 
Star Wars? Nuda. Lego Chima?? Mam ochotę krzyczeć! Ninjago?? O raju, kto takie bzdury wymyśla??  Wojtusiu, dlaczego wyrosłeś już z Reksia i Krecika, filmów, które z radością oglądałam z Tobą po razem setny??
Nie jest mi łatwo nadążać za tym czym interesuje się Wojtek, przynajmniej jeśli chodzi o filmy i komiksy.
I widzę, że Tata dzieciom podobnie ma z Hanią - nie bardzo wie jak szukać dziewczyńskich filmów, a już zupełnie nie rozumie w co fajnie jest się ubrać.
Okazuje się, że mimo liberalnych poglądów jesteśmy bardzo tradycyjni i zgodni z płcią nadaną nam przez kulturę.
No, może trochę wyłamuje się Wojtek, który za każdym razem ucieka z pokoju, w którym z Tatą ogląda kolejny odcinek Gwiezdnych Wojen, po to, by sprawdzić o czym tym razem jest odcinek My Little Pony, który w tym samym czasie ogląda Hania :)
Trochę się z T. z niego śmiejemy, ale prawda jest tak, że uwielbiam tę jego nieszablonowość! :)

12.1.15

Okruchy

Ze (lub: w) świątecznymi podarkami. Udał się dzieciom Mikołaj w tym roku!

Święta za nami, Sylwester za nami, Nowy Rok też. A nawet bardzo bolesny powrót do wczesnego wstawania do szkoły.
Przed nami ferie, znowu czas laby. Miłe, choć cieszę się, że tym razem to wolne będzie już bez żadnych świąt po drodze, bo zmęczyło mnie celebrowanie co chwilę. Gubiłam się już ile chleba mam kupić i czy mamy coś na obiad.

Nie mam potrzeby żadnych podsumowań, postanowień noworocznych też nie robię.
Ale chciałabym odnotować, że te święta były dla mnie w jakiś sposób inne niż do tej pory i bardzo było mi dobrze. I w ogóle 2014 to dla mnie rok zmian, co cieszy mnie ogromnie, bo widzę jak ten zmiany mają też wpływ na moich najbliższych i na moje z nimi relacje.

Niech 2015 będzie rokiem rozwoju, dla mnie i tych w moim otoczeniu!

Ach, i jeszcze mam garść zdjęć okołoświątecznych! Tym razem z telefonu.

Hania odkryła, że mokre włosy są dłuższe niż suche. Od tej pory z radością myje głowę i uważa, że włosy rosną od częstego mycia właśnie. 
Na którymś z licznych przedświątecznych kiermaszy Hania wybrała sobie książkę i nie chciała się bez niej ruszyć od stoiska. A jak przeczytałyśmy ją w domu na spokojnie pomyślałam, że nic nie dzieje się bez przyczyny, bo zobaczyłam w tekście siebie (co było i niemiłe dla mnie i dobre dla nas przecież).
Zapis przedświątecznego domu (czy raczej: bałaganu) autorstwa Hani 
Hania lubi detale..

Zarejstrowany malunek autorstwa Babci.


Zdjęcia trochę jak w Pieńku, nieprawdaż?
(swoją drogą, chyba sobie kupię tę książkę i będę przeglądać przed każdym wyjściem do sklepów wszelkich).

A tu już bliżej świąt - nastał porządek :) 21.12 - dzień kupowania i ubierania choinki, a też a raczej przede wszystkim urodziny i imieniny Taty!
I święta! Zainteresowanie prezentami jeszcze trwa!
Częsty obrazek :) Mikołaj pamiętał, że Wojtek marzy o księdze 80-lecia Tytusa.
I nawet z zimy udało się nam skorzystać! W drugi dzień świąt byliśmy jedyni na górce i było super!! Na prawdę!

I jeszcze coś o mnie:

Rower mój, to jest to, Kocham go!!
A w tle plac, który też kocham :))

20.12.14

Ten czas..

List do Mikołaja napisany trochę pod przymusem, bo ten pierwszy, pisany we wrześniu (!) gdzieś się zagubił i Chłopak przed świętami stracił już zapał do pisania od nowa..
Poza tym czy Mikołaj istnieje???

Uwielbiam te kurtuazyjne zwroty w listach do Mikołaja, które pisze Chłopak. I te błędy :) Pół biedy jak sam je zauważy i poprawi :)
Na szczęście dla Hani odpowiedź jest jeszcze oczywista. Uff :)

Wojtek pisząc swój list musiał się wspomagać :)


6.11.14

Na pamiątkę..

..miłego październikowego dnia, w miłym towarzystwie Tytusa i jego rodziców.
Och, jak przyjemnie jest pielęgnować takie wspomnienia: zwykła - niezwykła niedziela, bez pośpiechu, z ciepłem słonecznych promieni na policzkach. Z wycieczką pociągiem, w sumie bez specjalnego celu. Za to z porządną wałówą :)

Jest coś magicznego w pociągach :)
A stacja kolejki wąskotorowej w Piasecznie to wymarzone plenery fotograficzne!


To akurat stacja końcowa - Tarczyn

Wojtek zaczytany. To już ten czas, że bez książki nie rusza się z domu.
Kłótnia o to kto siedzi z mamą, a kto z tatą - checked!




No i nie ma jak klisza. Za każdym razem jak odbieram zdjęcia z labu, to ta prawda mnie tak samo zaskakuje. Ech..

20.9.14

Wpis na koniec lata

Wrzesień u nas nietypowy, bo bez taty, który wyjechał daleko i na długo.
Ale dajemy radę!
Choć, muszę przyznać, są momenty gdy zastanawiam się jak to jest być samotną mamą, bez wsparcia rodziny. I pomijam zmęczenie, bo to jasne, że się pojawia. Ale jak na przykład rozwiązać sytuację gdy rano jedno dziecko budzi się chore, a to drugie spieszy się do szkoły, bo a) jedzie na wycieczkę, b) ma ważny sprawdzian, c) chce iść do kolegi na urodziny (sytuacja z dzisiaj)?

Bez taty czas nam jednak szybko płynie. Dzieciaki szybko wskoczyły w tryb swoich placówek. Hanię przyjaciółki w przedszkolu przywitały radośnie. Teraz mam wrażenie, że ich przyjaźń jest jeszcze bardziej niż przed wakacjami. I patrzę na nie z zachwytem, bo jest ich trzy, a radzą sobie bez fochów i bez kłótni.

Wojtek fakt początku szkoły przyjął mniej entuzjastycznie, ale też już się podporządkował trybowi.
Ku mojej radości cieszą go bardzo zajęcia na basenie.
Dumny jest też z przyjęcia propozycji bycia gospodarzem klasy (w zeszłym roku odmówił). Cieszy się, że dostał najwięcej kotylionów "dobry kolega".
Co nie zmienia faktu, że jak przychodzę po niego, to na boisku bawi się sam piłką, z wzrokiem błędnym, takim co to widać, że jest zatopiony w swoim świecie. A przerwy spędza siedząc sam w klasie i pisząc "Dziennik birdsa".
Tak właśnie wyobrażam sobie jego tatę w czasach szkolnych :)

Ach i dumna jest z nas ogromnie, bo przed ostatnie dwa tygodnie ani razu nie spóźniliśmy się do szkoły! Dla mnie, spóźniającej się wszędzie, to duży sukces. A i dzieciaki niesamowicie mi rano pomagają (na przykład ubierając się szybko samemu - to Hania lub budząc mnie zdecydowanie - to Wojtek). No i ta przejażdżka rowerem o 7.40 przez Mokotów! Dzięki miłej aurze jest to niezwykle przyjemne doświadczenie :)

A tydzień temu namówiłam Wojtka do uczestniczenia w kiermaszu przedszkolnym: Chłopak wystawił na sprzedaż całą swoją kolekcję aut z lat młodzieńczych. Przygotowywałam go na możliwość fiaska tego przedsięwzięcia, ale jak się okazuje, zupełnie niepotrzebnie, bo sprzedaż została zakończona znacznym sukcesem finansowym! :)

No i jeszcze jedna sprawa, której kronika nie może pominąć - Chłopak sam wychodzi z domu. Na razie tylko do pobliskich kiosków, celem nabycia kolejnej gazetki Lego (sic!), ale nikt za nim po cichu nie idzie i nie sprawdza. A jednej z odwiedzanych kiosków jest po drugiej stronie bardzo ruchliwej ulicy (na szczęście ze światłami, ale jednak).
Są takie momenty w życiu naszych dzieci, że czujemy, że mała zmiana, to jednak coś dużego. Niby nic, a jednak kamień milowy. I tak właśnie czuję się z tym wychodzeniem - syn bezsprzecznie mi dorasta.
Z drugiej strony jednak wciąż prosi by go podrapać po plecach na dobranoc i przychodzi w nocy do naszego łóżka, żeby się przytulić. Dobrze, że nie wszystko się zmienia tak od razu :)

3.8.14

Pogoda piękna aż szkoda wyjeżdżać.II.

Wpis o takim tytule pojawił się już tu na blogu, ale trudno mi znaleźć inny tytuł pasujący do notki o wakacjach. Nie w tegoroczne, upalne lato :)

Byłam z dziećmi i moją mamą nad morzem.
Dębki. Nad Piaśnicą. Udało nam się znaleźć miejsce. Uff :)
Pogoda wyjątkowo była zupełnie nie jak w lipcu nad Bałtykiem. Nawet moja mama mówi, że nie pamięta takiego lata nad polskim morzem.
Dzień w dzień upał. Na plaży prawie zero wiatru, a jeśli już, to ciepły, że nawet kostiumu po kąpieli nie chce się zdejmować. Morze spokojne jak jezioro. I tak przez dwa tygodnie :)

Trochę jak w odwiedzinach u Ani Shirley, na Wyspie Księcia Edwarda, nieprawdaż? 
Wśród wakacyjnych zdjęć znad morza nie może zabraknąć kiczowatego zachodu słońca :)
Jak zwykle nad morzem szukam retro klimatów..

..i nieoczywistych kadrów.

Zdjęć z wyjazdu mam tysiące! Pomysłów na ich publikację równie dużo. Ale to musi poczekać, bo jedziemy dalej. Tym razem kierunek góry. Cieszę się bardzo, bo morze fajne, ale jednak jestem bardziej człowiekiem gór niż zatłoczonej plaży.

Co nie zmienia faktu, że było fajnie :) Chyba widać :)




A moje dzieci mnie zachwycają. Cieszę się, bo tego zachwytu dawno nie czułam tak mocno. Jak dobrze, że są wakacje!