19.5.15

Ładnie wyglądasz

Ostatnie kilka dni poświęciłam na uporządkowanie zdjęć z ostatnich wakacji. A konkretniej z wakacyjnego wyjazdu nad morze z dziećmi i moją mamą.
Obróbka zdjęcia wymaga ode mnie większego przyglądania się szczegółom, które przy zwykłym oglądaniu nie zwracają mojej uwagi. Dzięki temu uważniej przyglądałam się moim dzieciom na tych zdjęciach i zauważyłam jak bardzo się zmieniły przez te kilka miesięcy.
Jak z Hani twarzy znikają rysy słodkiego bobasa i jak zmienia się w dziewczynkę (a przecież wtedy też wydawała mi się już taka kobieca w porównaniu do jeszcze wcześniejszych wakacji).
Jak chłopak staje się bardziej chłopięcy, jakiś inny błysk w oku widzę teraz i większą mądrość w spojrzeniu.
Wszystko ma swój czas.. Jak widać czekanie z obróbką wakacyjnych zdjęć też :) i ma to jakiś sens (nie mówiąc już o tym, że poszło tysiąc razy szybciej niż zabawa z nimi tuż po powrocie. I selekcję też robić było dużo łatwiej :)).
W każdym razie cieszę się tym, że są i że mogę się nimi pochwalić :)

A wyjazd był udany. Pamiętam, że wróciłam z niego zachwycona własnymi dziećmi. Jakbym na nowo je odkryła. Cudowne to było!
Do tego pogoda była jak drut, przez całe dwa tygodnie, przez co czułam się bardziej jak we Włoszech czy Chorwacji (szczególnie jak widziałam z okna i ogrodu tłumy ludzi ciągnących na plaże, a prawie każdy miał obowiązkowego dmuchanego delfinka lub przynajmniej materac na głowie).
I cudownie było odkrywać na kiczowatym i głośnym polskim wybrzeżu miłe miejsca, nie skażone jeszcze (i oby nigdy) tą bylejakością i cieszyć się nimi!

Mieszkaliśmy w pięknym miejscu :)





Babcia przywiozła super książkę dla dzieci. Czytała też super!
Plaża w Jastrzębiej Górze w sezonie 

Nie ma to jak własny grajdoł
A tych pulchnych nóżek już nie ma.. Wyciągnęły się.









W Helu trafiliśmy na happening 
Hel
helskie widoki
helski port
Ostatnie chwile z zębem

I już bez zęba na przedzie

To był chyba najgorętszy dzień tego wyjazdu. Morze z kolei było tak zimne, że kości zamarzały od brodzenia w nim. 

Widoki raczej jak z nad Adriatyku :)

Dinopark, Łeba







11.5.15

szkolnie i przedszkolnie

Jak przychodzę po Wojtka do szkoły, to oczom moim ukazuje się najczęściej taki widok:


który mnie i cieszy przeogromnie i smuci troszeczkę. Zostawiam jednak to smuci i cieszę się, że Chłopak czyta z zapałem (ostatnio pani wychowawczyni poleciła my serię o Tomku, w którą się wciągnął!)

Kiedy przychodzę do przedszkola, to moim oczom najczęściej ukazuje się taki widok:


Ten widok też mnie cieszy, jednak po kwadransie czy dwóch zaczyna nieco złościć (Dziewczyna najchętniej nocowałaby w piasku).

A najbardziej cieszy mnie to, że mogę podziwiać dwa światy moich dzieci i cieszyć się nimi i z nimi :)

6.5.15

Spacer

A jak już się jest na działce, jak już się człowiek nacieszy tym domem, kubeczkiem w serduszka marki Lubiana rodem z dzieciństwa, pobuja na hamaku i odpocznie po śniadaniu, kawie i drugim śniadaniu. Można wtedy się ruszyć na spacer. Okolica jest równie urokliwa :)












Majówka

Nasza pierwsza na działce z domem.
Nasze pierwsze trzy pełne dni na działce.
Nasze pierwsze trzy noce pod rząd na działce.
Nasi pierwsi działkowi goście z nocowaniem.
Pierwszy bojler zamontowany przez Męża.
Pierwsze dni tam kiedy nie tylko sprzątałam.
Pierwsza huśtawka zrobiona przez Tatę..

Działka to fajna sprawa. A jak się ją jeszcze połączy z majem, najfajniejszym miesiącem ze wszystkich, to już w ogóle pełnia szczęścia :)

Nasz jednoroczny sad kwitnie!

Przed domem jedna wielka piaskownica - dla dzieci to był raj!
Świeżo zasadzone przez Tatę krzaczki

To właśnie TA huśtawka

Udało mi się złapać na zdjęciu jedyny moment, w którym Tata odpoczywał



Pomocnica ogrodnika 
I sielski widok z okna na koniec :)

14.4.15

Jest taki moment, który bardzo lubię w mojej relacji z Wojtkiem.
Gdy rozmawiamy o czymś mało istotnym, taki rodzinny small talk: jak Ci minął dzień, co tam w szkole, a jak było dziś na etyce, etc.., on odpowiada, następuje sekunda ciszy, w której Chłopak jakby się przełamywał i nagle opowiada mi o czymś dla siebie ważnym.
Tak było wczoraj, w szkolnej szatni dowiedziałam się czegoś o jego relacji z najlepszym kolegą i wątpliwościach jakie w związku z tym przeżywa.

Cieszą mnie te momenty bardzo, przede wszystkim dlatego, że ciekawią mnie tematy dla mojego syna ważne, lubię o nich słuchać, lubię zadawać mu pytania pomocnicze, które problem, o którym mi opowiada często sprowadzają do sedna i wtedy okazuje się, że nie jest on aż taki wielki i mały człowiek da radę się z nim zmierzyć. Na własnych oczach widzę jak rozmowa z kimś pomaga, jak bardzo nie warto kisić w sobie problemów, tylko szukać wsparcia.
Jednak przede wszystkim takie momenty dają mi nadzieję, że jestem wystarczająco dobrą mamą i że moje dziecko nie boi się opowiedzieć mi o czymś z czym się właśnie mierzy.
Jest dla nas nadzieja :) choć nie tak całkiem dawno w to wątpiłam.

I jednocześnie widzę jak z wiekiem dzieci, coraz trudniejsze staje się wychowanie. Kiedyś obawiałam się co będzie jak zaczną mi zadawać pytania z historii, fizyki, chemii, takie, z którymi sobie z pewnością nie poradzę.
Teraz najbardziej się boję tego, że potknę się przy nauce jak żyć w zgodzie ze sobą, walczyć o swoje granice, być z siebie zadowolonym, być niegrzecznym i nie mieć z tego powodu poczucia winy. Wiem, wiem, nauka idzie z domu, to już się dzieje i tu staram się jak mogę. Jednak przychodzi też moment, w którym presja rówieśników jest tak silna, że to co jest w domu okazuje się być za małe.
Wczoraj zobaczyłam to w rozmowie z Wojtkiem. A kilka tygodni wcześniej zobaczyłam w rozmowie z M. z klasy Chłopaka, która bardzo przeżywała fakt, iż jedna z jej koleżanek "zabrała" jej przyjaciółkę. Jej strach, że bezpowrotnie straci obie koleżanki próbując wyjaśnić tę sytuację był tak paraliżujący, że nie była w stanie nic zrobić.

Ech, trudne to wszystko.
Ale i satysfakcja, jak się uda, jest ogromna :)
A ja czuję się szczęściarą, że jestem świadoma tego wszystkiego. Świadomym jest jednak trochę łatwiej :)

8.4.15

u Taty

Dawno mnie tu nie było.
Różne rzeczy mnie zajmowały. Na przykład obchodziłam kolejne urodziny. I wiosna przyszła w międzyczasie (taaa, na prawdę?). I święta wielkanocne już minęły.
Może o tym też napiszę. A tym razem zdjęcia z wyprawy. Do Taty :)

Tata ma fajnie :) Ja cieszę się z nim z faktu, że lubi swoją pracę (i trochę zazdroszczę, hihi). Dla Wojtka jest wzorem w byciu szefem w pracy ("Jak będę duży to będę szefem w pracy tak, jak Ty - tak mawiał całkiem niedawno). A Hania? Hmm.. Hanię chyba cieszy najbardziej to, że w związku z pracą Taty mamy w domu drukarkę, na której możemy drukować niezliczone ilości kolorowanek z sieci :)

Tata czasem pracuje w domu, a czasem w innym miejscu. I właśnie do tego innego wczoraj się wyprawiliśmy.
Wszystkich nas to miejsce zachwyciło :)


Trochę parysko, nieprawdaż?

"Mamo, a tam widać maszynę do robienia chmur!" krzyknęła Hania na widok siekierkowskiego komina

Było tak fajnie, że jak już wszystko zwiedziliśmy, pozachwycaliśmy się widokami i zjedliśmy zająca z ciasta drożdżowego od Babci, a Tata wrócił do swojego biurka, dzieci wyjęły książki, które przezornie ze sobą zabrały na wypadek nudy i odmówiły wyjścia do domu :) Wojtek zatopił się w lekturze Harrego Pottera, a Hania zajęła się rozwiązywaniem zadań w książce o księżniczkach.
Do domu wróciliśmy niedługo wcześniej niż Tata :)