21.4.12

Wiosennie

Miły dziś był dzień. Pierwszy raz tej wiosny zgraliśmy się z pogodą - i słoneczko grzało i my wszyscy byliśmy zdrowi. Także nasz pierwszy wiosenny spacer odbył się dopiero dzisiaj. Humory dopisywały, szaleństwom nie było końca. Hania za wspaniały dowcip uznała posypywanie Wojtka piaskiem z piaskownicy i muszę przyznać, że i on wiele miał z tego uciechy.
Ja, po prawie trzech tygodniach w domu (najpierw chora Hania, potem Wojtek, potem oboje, potem ja), przeżyłam szok. Owszem, widziałam przez okno, że trawa się zazielenia, a na drzewach pojawiły się listki. A jak jechaliśmy do lekarza zdążyłam zauważyć nawet, że magnolie lada dzień rozkwitną na dobre. Ale to, jak jest pięknie, jak wszystko się zieleni, kwitnie i jak ludzie na chodnikach tempo zwolnili, by móc rozkoszować się słoneczkiem, było dla mnie miłym zaskoczeniem. Chyba jeszcze trochę zimowa jestem i prawdę mówiąc nie do końca gotowa psychicznie na taką wiosnę pełną gębą. Ale nicto, kilka kursów na Pola Mokotowskie i się szybko przestawię :)

A za tydzień przywita nas Beskid Niski, na który czekam z wielką niecierpliwością. Kocham góry i wszelkie wyjazdy też uwielbiam (choć zawsze boję się podróży), no ale Beskid Niski ma swoją magię, jakiej nigdzie indziej nie czułam. Opuszczone wsie łemkowskie fascynują, ale i trochę przerażają jednocześnie. Wyczuwam tam dziwną energię, ale może to właśnie dlatego, że zostały tak nagle opuszczone wbrew woli mieszkańców i nieuspokojone duchy jeszcze się tam wałęsają budując aurę niesamowitości.
Przypominam sobie nasz wyjazd do Ropek sprzed trzech lat i jeszcze film "Wino truskawkowe" i mam nadzieję, że odnajdę tę atmosferę i tym razem. I że będzie tak pięknie jak wtedy było.








1.4.12

Zima trzyma

Tak, tak, już od ponad tygodnia mamy wiosnę. Nawet ciepło było. Czapki co prawda nie odważyłam się zdjąć, odważyłam się za to założyć wiosenny prochowiec, ale po południu i wieczorem zmarzłam przeokrutnie, więc i to odłożę. No a dzisiaj śnieg z deszczem, na pożegnanie marca, jak rozumiem.

To i ja się pożegnam z zimą 2012. Nie jest to moja ulubiona pora roku, ale bywają miłe momenty.
Ta zima będzie mi się kojarzyła przede wszystkim z sylwestrowym wyjazdem do Wisły. Sylwestrowym, choć tak na prawdę dla Tomka był to wyjazd służbowy, a my byliśmy na doczepkę. Ale jaki by to wyjazd nie był, to góry są fajne, magiczne, nie tylko na nartach.
Przez pierwsze dwa dni Tomek pracował, a my odkrywaliśmy okolice. Lubię taki czas kiedy jesteśmy poza domem, tylko we troje, bo mam więcej wtedy cierpliwości, nie muszę się martwić o to, że obiad nie gotowy albo, że nie mam pomysłu co ugotować i że łazienka tak brudna, że nie przyjemnie się do niej wchodzi. A wiadomo, że jak rodzic bardziej wyluzowany, to i dzieci mniej humorzaste, bardziej do życia. I tak właśnie w Wiśle było: Wojtek do rany przyłóż, nie marudził, że nudno i na spacery też chodził bez ociągań. Mam poczucie fajnie spędzonego czasu tam z nim.
No a Hania, wiadomo - niewiele jej potrzeba do szczęścia - jest mama, jest Wojtek, jest zabawa!

Byliśmy zatem na skoczni im. Adama Małysza, gdzie pojechaliśmy przede wszystkim obejrzeć tatę w pracy. Taty niestety nie było widać, bo stał na górze przy wyskoku, ale byli skoczkowie, którzy okazali się atrakcją dla wszystkich, którzy skocznię wtedy odwiedzili.
A Wojtek, mimo licznych moich tłumaczeń na czym polega praca Taty, ubzdurał sobie, że Tomek też będzie skakał i bardzo często o to pytał. No trzeba przyznać, że jeśli chodzi o posturę, to na skoczka się nadaje :)
Na skoczni


























Dla Hani było to pierwsze świadome zetknięcie ze śniegiem i była nim niesamowicie zafascynowana. Pakowała sobie kawałki zlodowaciałego śniegu do kieszeni i bardzo stanowczo zabraniała mi wyjmować z nich cokolwiek (robiłam to dopiero w domu).

W trakcie upychania po kieszeniach







































Odwiedziliśmy również Ustronie, gdzie bardzo mi się podobało. Wojtkowi też, przede wszystkim dlatego, że w automacie z kuleczkami znalazł kuleczkę. Jak widać opłaca się zaglądać w ciemne kąty.
Kuleczka cieszyła potem bardzo i dzieci biegały za nią po skwerze.














































Były też wyskoki i próby uchwycenia ich w kadrze.







































Był też czas na chwilę zadumy, wygłupy oraz próby wtopienia się w tło.






































Skoro Wisła, pojechaliśmy też obejrzeć Pałac Prezydenta RP, który jest absolutnie przecudny i bardzo malowniczo położony. Bardzo chciałabym tam wrócić i móc zwiedzić to, co jest tam do zwiedzenia :)













































































Akurat tego dnia padał śnieg, zaliczyliśmy więc też bitwę na śnieżki. Było nam bardzo wesoło!


Po dwóch dniach do zwiedzania dołączył też Tata. Poszliśmy razem na krótki spacer zobaczyć jakie warunki panują na stoku najbliżej naszego domu. Okazało się, że bardzo dobre i, choć nie byliśmy przygotowani na narty, postanowiliśmy to wykorzystać - wypożyczyliśmy jabłuszko (Tomek musiał zostawić w zastaw swój dowód!) i Tomek z Wojtkiem dzielnie próbowali Hanię z górki spuszczać. Niestety nie podobało się jej, bo górka, na której ćwiczyliśmy była za mała i prędkość dla Hani była zdecydowanie nie TA.








































Z Tatą jest jeszcze fajniej niż tylko z mamą. W końcu nikt tak nie potrafi rozśmieszyć i z nikim się tak dobrze nie pozuje.









































Trzeba przyznać, że zima w górach jest całkiem przyjemna. No i do tego widoki!




























Ech, prawie zaczęłam żałować, że następna dopiero za rok ;)

15.3.12

Niedziela

Niedzielne poranki są szczególne, o czym każdy przecież wie. W naszej rodzinie tak na prawdę wcale nie różnią się wiele od każdego innego poranka. Dzięki temu, że codziennie zostaję z Hanią w domu poranny pośpiech ogranicza się tylko do Tomka i Wojtka. A że Tomek z natury jest lepiej zorganizowany i mniej zestresowany ewentualnym spóźnieniem niż ja, nie wprowadza rano w domu elementu pośpiechu. Wręcz przeciwnie często ma czas, żeby z Wojtkiem coś przed wyjściem zbudować lub naprawić szkody w budowlach lego po wieczornych harcach Hani u Wojtka w pokoju.

/To, że chłopaki przestali już nawet próbować zdążać na przedszkolne śniadanie przemilczę. Teraz czas odstawienia starszaka do przedszkola to najpóźniej 9, bo wtedy zaczynają się zajęcia./

Także niedzielne poranki wcale nie są jakieś szczególnie dla nas lepsze czy dłuższe niż te w pozostałe dni, ale jednak istnieje jakaś magia w słowach "niedzielny poranek".
My lubimy poprzewalać się razem w dużym łóżku. I najcudowniejsze jest jak trochę jeszcze przez sen słyszę jak Wojtek sprawdza czy Hania już nie śpi, bo chce się nią pobawić.
Mniej przyjemne jest jak dziewczyna ciągnie mnie za włosy, wkłada palce do oka lub siada na głowie, ale  zauważyłam, że tego jest już dużo dużo mniej niż jeszcze trzy miesiące temu. Towarzystwo brata jednak wygrywa z mamusią. Choć nie do końca jednak, bo Hania przyzwyczajona jest jeszcze do nocnych i porannych karmień, także przysysa się do mojej piersi rano, strasznie ją przy tym masakrując, bo dziewczę lubi się wiercić. Aż nagle przestaje i mówi "Już, staczy", co znaczy, że starczy i dość zabawnie brzmi w ustach niespełna dwulatki.
To, co z pewnością w niedzielne poranki jest inne to pora śniadania, która przesuwa się w okolice 10, czy  jeszcze bardziej w stronę południa. No i czas porzucenia piżamy też jest inny.

A na zdjęciach niedziele wyglądają tak
W barłogu
Weekendy to dla Wojtka także czas gier. Mimo miłości do Harrego Pottera i Zygzaka McQuenna, w grach króluje Bob Budowniczy, Clifford oraz Smerfy.

Hani rozrywki intelektualne aż tak bardzo jeszcze nie zajmują. Ważniejsze jest samej sobie zapewnić pożywienie.


No i żeby nie było, że niedziele całe spędzamy w domu w piżamach i przy komputerze, wybywamy też zażywać aktywności pozadomowych. Na przykład na górkę lub tak sobie pobiegać.


I tak beztrosko mijają nam dni.

9.3.12

Rzęsy

Przyglądając się Hani nie sposób ich nie zauważyć, bo są długie, gęste i ciemne. Pewnie jak podrośnie nie jedna koleżanka będzie jej zazdrościła takich rzęs, ale na razie wzbudzają tylko pozytywne emocje (moje, hehe).
Śmieszne, bo Wojtek też ma piękne, bardzo gęste rzęsy, może nawet bardziej gęste niż Hania, ale u niego nie rzucają się tak w oczy. Pewnie dlatego, że nie kokietuje nimi tak często jak dziewczyna :)

A oto fotografia, która mnie dzisiaj zainspirowała do wpisu
Dziewczyna i Rzęsy














Wojtek przeszczęśliwy, bo zgodziłam się, by pod nieobecność Taty spał w dużym łóżku.
Ja z kolei marzę, by móc spędzić noc w jego łóżku, zupełnie sama w pokoju i żeby mnie obudziły promyki słońca muskające moją buzię.
Każdy ma marzenia na własną miarę :)

8.3.12

Debiut

Debiut dotyczy Hani. Dziewczyna zadebiutowała samodzielnie w grupie rówieśników, czyli w żłobku.
Miało to miejsce we wtorek rano.
Przed 9 stawiliśmy się wszyscy w znanym i uwielbianym Małym Domku. Wszyscy, bo Wojtek zażyczył sobie by móc odprowadzić siostrę. Kiedy przyszliśmy był tylko jeden zapłakany chłopiec, który nie chciał puścić taty, także rodzeństwo miało teren pełen nowych nieznanych zabawek tylko dla siebie. I od razu przeszli do rzeczy, czyli do zabawy. Wojtek bardzo, ale to bardzo niechętnie opuszczał miejscówkę chwilę później, by wraz z tatą udać się do własnej placówki edukacyjnej. Ja jeszcze zostałam, ale też szybko się zmyłam bo ewidentnie moja obecność nie była potrzebna. Hanka czuła się jak u siebie. Chęć zabrania kolegom lub koleżankom zabawki wyrażała głośnym sygnałem dźwiękowym (tak jak w domu), podobnie jak złość, że ktoś jej chce coś zabrać. Miałam wrażenie, że czuła się tam pewniej niż dzieci, które chodzą tam dużo dłużej. Jak po nią przyszłam po obiedzie, hasała z grupą starszych chłopców (młodsi poszli na drzemkę). Zuza mówiła, że małpowała chłopaków przy posiłkach zakładając na przykład talerz na głowę (nie dziwi mnie to wcale, w domu przecież jest to samo). Obawiałam się czy nie będzie zbyt ekspansywna wobec dzieci i rzeczywiście była taka przez tą chwilę rano, którą widziałam, ale potem, jak twierdzi Zuza, straciła tę pewność siebie jak przyszło więcej dzieciaków.
Ucieszyła się jak przyszłam po nią i po trzech sekundach zasnęła w wózku.
Następna wizyta już we wtorek i strasznie jestem ciekawa jak będzie.

24.2.12

A oto oni, bohaterzy tego bloga