Taki miesiąc w roku, w którym dzieci marzą i nie mogą się doczekać jego prawie końca, a rodzice biegają z obłędem w oczach, bo praca, bo prezenty, bo posprzątać dom, bo przygotować paczkę/rzeczy dla tych, którzy nie mają w życiu tyle szczęścia, co my...
Miesiąc, o którym zawsze myślę z przerażeniem, bo zamiast się cieszyć atmosferą zbliżających się Świąt i z radością szukać prezentów dla dzieci, mnie zajmuje to, że mam tyle prezentów do kupienia dla osób z rodziny, których nie lubię..
Pora to zmienić i zacząć się cieszyć tym, co jest. A jest dobrego całkiem dużo :)
Na przykład w szkole i przedszkolu są kiermasze świąteczne. Wojtek wydał tam wczoraj pieniądze, za które miał sobie kupić szkolny obiad, a ja zareagowałam na to adekwatnie (czyli bez przesady). Brawo ja! I brawo Wojtek, że nam o tym powiedział!
Hania z kolei, jako dziewczynka z grupy najstarszej w przedszkolu ma ten przywilej, że może przebrać się w strój anieli i stać w szatni, by zapraszać rodziców do sali na kiermasz. I nie może doczekać się tej atrakcji :)
Do tego można w nieskończoność poprawiać listy do Mikołaja. Coś dopisywać (to Hania), coś wykreślać (to Wojtek), jeszcze dekorować (to Hania, poświęciła na to jeden z katalogów Lego).
Można też przystroić dom świątecznymi lampkami. Hania cieszy się z wczoraj powieszonych gwiazdek w oknie jak.. dziecko ;)
Można też napisać kartkę w ramach świątecznej Robótki. Hania i ja już napisałyśmy :)
Należy pamiętać, żeby jeszcze ją wysłać ;)
W grudniu też cieszą bardziej dostane w ulubionym sklepie z zabawkami zestawy Lego za free. I nieważne dlaczego sprzedawca właśnie nam je podarował :)
Jest z czego cieszyć się w grudniu, nawet jeśli w domu nieposprzątane i pierników nie chce się piec.
Zresztą wczoraj Wojtek powiedział "To może już upieczemy pierniki, mamo. To już chyba czas.", co cieszy mnie ogromnie, bo najwyraźniej nie tylko przedświąteczną panikę mam dzieciom do sprzedania. Wspólne tradycje też mamy i oni za nimi tęsknią :)
A to takie przecież ważne, mieć co wspominać z dziecinnych lat..
A poniżej listy dzieci do Mikołaja, dla mnie do zapamiętania.
Im bliżej świąt Hani lista się wydłuża. Mnie zauroczyło ostatnie zdanie. Pozycja "kotek i piesek sterowany tabletem lub ręką" to pokłosie wizyty u babci i dostępu do telewizji i reklam na kanałach dla dzieci (sic!)
Wojtka list był długi już od samego początku i zawierał w zasadzie prawie wszystko z katalogu Lego plus książki :) Tutaj list pisany w szkole na polskim. List, który mnie zachwycił :) (choć marzenie, by móc nie chodzić do szkoły zmartwiło, ale to inny temat. Temat rzeka, ech)
P.S. A tymi, których nie lubię, a muszę się z nimi spotkać w te Święta, mam zamiar nie zajmować się za bardzo. Poza tym zawsze można do takich osób podejść rozwojowo, dowiedzieć się na podstawie tych relacji czegoś o sobie a wtedy okaże się, że na dobre mi to wyjdzie :)
15.12.15
12.12.15
Na basenie, w dzień basenowy, takie słyszy się rozmowy..
To było jakiś czas temu na basenie.
Otóż piątki to nasz basenowy dzień. Najpierw pływa Hania, a właśnie mniej więcej wtedy gdy zaczyna swoją lekcję, ze szkoły, po swoich zajęciach przyjeżdża Wojtek i czeka na swoją lekcję. Potem my z Hanią czekamy na Wojtka, a potem to już wszyscy szczęśliwi wracamy do domu.
Tego dnia Wojtek przyjechał bardzo głodny, zaproponowałam mu więc, by poszedł kupić frytki, które sprzedają naprzeciwko basenu. Ucieszył się, poszedł, wrócił z frytkami.
Jedliśmy je wspólnie przy szybie, za którą jest basen i można patrzeć jak dzieciaki pływają. Hania jak nas zobaczyła radośnie się uśmiechnęła, a my jej radośnie odmachaliśmy, z frytkami w rękach rzecz jasna.
I w tym momencie zauważyłam, że mina jej z lekka zrzedła i zorientowałam się, że będą kłopoty.
Nie pomyliłam się, bo jak Hania już się ubrała i wyszłyśmy do hallu, by czekać na Wojtka, okazało się, że i ona musi zjeść frytki.
Poszłyśmy zatem, kupiłyśmy dużą porcję (bo przecież musi mieć taką samą jak Wojtek! Po co, po co ja się pytałam o to jaką chce wielkość???).
Wróciłyśmy do basenowego hallu i tu okazało się, że Hania wcale aż takiej ochoty na frytki nie ma..
Zaczęłyśmy więc rozmawiać.
Hania powiedziała, że było jej smutno jak tak na jej oczach jedliśmy takie przysmaki. Ja jej na to odpowiedziałam, że decydując się na wcześniejszą godzinę lekcji (wcześniej chodziła na tą samą co Wojtek, ale zrezygnowała, bo zależało jej na byciu w grupie z koleżanką z przedszkola) powinna się liczyć z konsekwencjami tego, że na przykład jemy coś dobrego, albo robimy coś fajnego, gdy na nią czekamy. Dziewczyna na to, że wie przecież. Ja się więc pytam jak można rozwiązać tę sytuację.
A Hania na to, głosem jak by mówiła oczywistą oczywistość, że przecież możemy jeść frytki, ale tak, żeby ona tego nie widziała!
Hmm.. Warto rozmawiać. Na prawdę okaże się, że pod czymś co mogło prowadzić do dużego sporu, jest bardzo proste rozwiązanie :)
Otóż piątki to nasz basenowy dzień. Najpierw pływa Hania, a właśnie mniej więcej wtedy gdy zaczyna swoją lekcję, ze szkoły, po swoich zajęciach przyjeżdża Wojtek i czeka na swoją lekcję. Potem my z Hanią czekamy na Wojtka, a potem to już wszyscy szczęśliwi wracamy do domu.
Tego dnia Wojtek przyjechał bardzo głodny, zaproponowałam mu więc, by poszedł kupić frytki, które sprzedają naprzeciwko basenu. Ucieszył się, poszedł, wrócił z frytkami.
Jedliśmy je wspólnie przy szybie, za którą jest basen i można patrzeć jak dzieciaki pływają. Hania jak nas zobaczyła radośnie się uśmiechnęła, a my jej radośnie odmachaliśmy, z frytkami w rękach rzecz jasna.
I w tym momencie zauważyłam, że mina jej z lekka zrzedła i zorientowałam się, że będą kłopoty.
Nie pomyliłam się, bo jak Hania już się ubrała i wyszłyśmy do hallu, by czekać na Wojtka, okazało się, że i ona musi zjeść frytki.
Poszłyśmy zatem, kupiłyśmy dużą porcję (bo przecież musi mieć taką samą jak Wojtek! Po co, po co ja się pytałam o to jaką chce wielkość???).
Wróciłyśmy do basenowego hallu i tu okazało się, że Hania wcale aż takiej ochoty na frytki nie ma..
Zaczęłyśmy więc rozmawiać.
Hania powiedziała, że było jej smutno jak tak na jej oczach jedliśmy takie przysmaki. Ja jej na to odpowiedziałam, że decydując się na wcześniejszą godzinę lekcji (wcześniej chodziła na tą samą co Wojtek, ale zrezygnowała, bo zależało jej na byciu w grupie z koleżanką z przedszkola) powinna się liczyć z konsekwencjami tego, że na przykład jemy coś dobrego, albo robimy coś fajnego, gdy na nią czekamy. Dziewczyna na to, że wie przecież. Ja się więc pytam jak można rozwiązać tę sytuację.
A Hania na to, głosem jak by mówiła oczywistą oczywistość, że przecież możemy jeść frytki, ale tak, żeby ona tego nie widziała!
Hmm.. Warto rozmawiać. Na prawdę okaże się, że pod czymś co mogło prowadzić do dużego sporu, jest bardzo proste rozwiązanie :)
22.11.15
19.11.15
Ostatnie cztery dni zeszłego tygodniu spędziłam w grupie 15 osób, na poddaszu pewnego domu na przedmieściach Krakowa.
W sumie nic nie robiliśmy, byliśmy ze sobą, poznawaliśmy się, gadaliśmy o tym jak się czujemy w tym nowym dla nas miejscu. Takie nic, a tyle emocji wywoływało.
Czasami, jak tak patrzę z boku na to, czym się zajmuję, to wydaje mi się to zabawne. Bycie z ludźmi, wchodzenie w relacje, "zwykła" rozmowa... I to się nazywa szkoła! Takie nic! ;)
A dziś pomyślałam sobie, że wielu ludzi uważa, że takie zwykłe bycie z dziećmi to strata czasu. Lepiej załatwić jakieś zajęcia, warsztaty, działanie. Fajnie jak jest wspólne. Gorzej jak rodzic siedzi na korytarzu i czeka.
A od tego wszystko się zaczyna - relacji jaką mieliśmy z rodzicami.
Takie proste i małe, dostępne dla wszystkich i takie trudne i duże jednocześnie..
Hania po moim powrocie jest na mnie zła. Odpycha mnie, do wszystkiego woła tatę, złości się.
A w poniedziałek, jak wróciłyśmy z przedszkola do domu, ona w złości właśnie, rzuciła się do Wojtka z okrzykiem "Do Taty!" na ustach, szukając u brata zrozumienia. A on utulił ją w smutku. Pierwszy raz byłam świadkiem takiej sceny między nimi, popłakałam się prawie.
I z radości i ze smutku.
W sumie nic nie robiliśmy, byliśmy ze sobą, poznawaliśmy się, gadaliśmy o tym jak się czujemy w tym nowym dla nas miejscu. Takie nic, a tyle emocji wywoływało.
Czasami, jak tak patrzę z boku na to, czym się zajmuję, to wydaje mi się to zabawne. Bycie z ludźmi, wchodzenie w relacje, "zwykła" rozmowa... I to się nazywa szkoła! Takie nic! ;)
A dziś pomyślałam sobie, że wielu ludzi uważa, że takie zwykłe bycie z dziećmi to strata czasu. Lepiej załatwić jakieś zajęcia, warsztaty, działanie. Fajnie jak jest wspólne. Gorzej jak rodzic siedzi na korytarzu i czeka.
A od tego wszystko się zaczyna - relacji jaką mieliśmy z rodzicami.
Takie proste i małe, dostępne dla wszystkich i takie trudne i duże jednocześnie..
Hania po moim powrocie jest na mnie zła. Odpycha mnie, do wszystkiego woła tatę, złości się.
A w poniedziałek, jak wróciłyśmy z przedszkola do domu, ona w złości właśnie, rzuciła się do Wojtka z okrzykiem "Do Taty!" na ustach, szukając u brata zrozumienia. A on utulił ją w smutku. Pierwszy raz byłam świadkiem takiej sceny między nimi, popłakałam się prawie.
I z radości i ze smutku.
| RELACJE |
O powiązaniu henny z dzieckiem
9.11.15
Wasze Dzieci
Wasze dzieci nie są waszą własnością;
są synami i córkami samej mocy życia.
Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
Mieszkają z wami, a mimo wszystko do Was nie należą:
Możecie dać im swą miłość, lecz nie wasze idee
ponieważ one mają swoje idee.
Możecie dać dom ich ciałom,
ale nie ich duszom, ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
którego wy nie możecie odwiedzać
nawet w waszych snach.
Możecie wysilać się, by dotrzymać im kroku,
ale nie żądać, by byli podobni do Was,
ponieważ Życie się nie cofa,
ani nie może zatrzymać się na dniu wczorajszym.
Wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci,
jak żywe strzały, zostały wyrzucone naprzód;
Strzelec mierzy do celu na szlaku nieskończoności
i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,
żeby strzały mogły poszybować szybko i daleko.
Poddajcie się z radością rękom Strzelca,
ponieważ on kocha równą miarą i strzały, które szybują,
i łuk, który pozostaje niewzruszony.
KHALIL GIBRAN
Tak mi chodzi po głowie. Te strzały.
Kolejne nocowanie Hani u koleżanki za nami. Moje stresy z tym związane. To koleżanka spoza kręgu jej najbliższych przyjaciółek. I cieszy mnie oczywiście, ze jest otwarta na nowe znajomości.
Słyszę też z jej opowieści, że w silnej grupie przyjaciółek buzuje, coś się dzieje, coś się zmienia. Źle mi z tym, boje się o Haniowe wybory. I jednocześnie zagryzam usta, żeby niczego nie powiedzieć, ćwiczę pamięć, że jestem tylko łukiem, a ona strzałą.
Moją rolą jest być jej wsparciem, jej rolą popełniać różne błędy, bo na nich właśnie uczy się najwięcej.
I czasami mi wychodzi, a czasami zupełnie nie.
są synami i córkami samej mocy życia.
Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
Mieszkają z wami, a mimo wszystko do Was nie należą:
Możecie dać im swą miłość, lecz nie wasze idee
ponieważ one mają swoje idee.
Możecie dać dom ich ciałom,
ale nie ich duszom, ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
którego wy nie możecie odwiedzać
nawet w waszych snach.
Możecie wysilać się, by dotrzymać im kroku,
ale nie żądać, by byli podobni do Was,
ponieważ Życie się nie cofa,
ani nie może zatrzymać się na dniu wczorajszym.
Wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci,
jak żywe strzały, zostały wyrzucone naprzód;
Strzelec mierzy do celu na szlaku nieskończoności
i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,
żeby strzały mogły poszybować szybko i daleko.
Poddajcie się z radością rękom Strzelca,
ponieważ on kocha równą miarą i strzały, które szybują,
i łuk, który pozostaje niewzruszony.
KHALIL GIBRAN
Tak mi chodzi po głowie. Te strzały.
Kolejne nocowanie Hani u koleżanki za nami. Moje stresy z tym związane. To koleżanka spoza kręgu jej najbliższych przyjaciółek. I cieszy mnie oczywiście, ze jest otwarta na nowe znajomości.
Słyszę też z jej opowieści, że w silnej grupie przyjaciółek buzuje, coś się dzieje, coś się zmienia. Źle mi z tym, boje się o Haniowe wybory. I jednocześnie zagryzam usta, żeby niczego nie powiedzieć, ćwiczę pamięć, że jestem tylko łukiem, a ona strzałą.
Moją rolą jest być jej wsparciem, jej rolą popełniać różne błędy, bo na nich właśnie uczy się najwięcej.
I czasami mi wychodzi, a czasami zupełnie nie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




